Tax Care – czy warto? Sprawdź opinie jednego z klientów.

Kategorie: WARTO WIEDZIEĆ / PORADY FINANSOWE

Historia opisana poniżej miała miejsce w Warszawie w okresie 3 i 4 kwartału 2010 roku . Dostaliśmy poniższy opis z prośbą o publikacje od jednego z użytkowników serwisu Moneyzoom w ramach ostrzeżenia/poinformowania pozostałych.

Tekst ten chcieliśmy również przesłać do centrum prasowego firmy Tax Care. (ponieważ, jednak witryna taxcare.pl pozbawiona jest takiego kontaku, stad jak tylko uzyskamy odpowiedź poprzez zwykły formularz kontaktowy dla klienta (sic!) opublikujemy ją poniżej – wkońcu każdy kij ma dwa końce:)

Początek przygody..

——————————-

W poszukiwaniu księgowego

Od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem otwarcia własnej firmy. W zasadzie raz już miałam działalność gospodarczą, niestety, okazała się niewypałem i szybko została przeze mnie zamknięta. Gdy niespodziewanie nadarzyła się okazja otwarcia firmy, ponieważ pojawiły się zarówno fundusze, jak i nowe możliwości, nie zastanawiałam się długo. Nauczona jednak doświadczeniem, postanowiłam zacząć wszystko porządnie, od samego początku. Pierwsze co zrobiłam to zaczęłam szukać dobrej księgowej- w końcu to podstawa. Uporządkowane papiery, umiejętność omijania zbędnych kosztów są warte comiesięcznej „pensji” dla specjalisty. Zwłaszcza, że mimo skończonych studiów z zarządzania, z księgowością niewiele mam wspólnego. Znajomi polecili mi kilka pań, które zajmowały się ich papierami. Zanim ja powierzyłam im swoje, postanowiłam je poznać. Wszystkie trzy wyglądały niemal tak samo- starsze panie, prowadzące księgowość u siebie w domach, oferujące koszt 200-300zł miesięcznie. Całkiem sporo jak na początek, kiedy ani faktur ani podatku do obliczania nie ma wiele. Przypomniało mi się jednak o firmie Tax Care, o której wspominał mi znajomy. Podobno robią dobrze i tanio- więc czemu nie spróbować?

„Tax Care”? Spróbujmy!

Umówiłam się na spotkanie w jednym z biur. Imponujące jak na firmę księgową- tyle oddziałów w całej Polsce, pomyślałam, że muszą być naprawdę profesjonalni. Co więcej, gdy wchodzi się do biura, jest się po prostu oczarowanym świetnym designem pomieszczeń stanowiących „mini biura”. Ciekawe bryły, dobrze wykorzystana przestrzeń, piękna sprawa. Przywitano mnie i zaprowadzono do jednego z boxów, gdzie już czekała na mnie jedna z doradczyń biznesowych. Po krótkiej rozmowie już wiedziałam, że chcę z nimi współpracować. Pani Karolina świetnie poprowadziła spotkanie, zaproponowała formę rozliczania się, która będzie najbardziej korzystna na początek i opowiedziała trochę o procedurach w firmie. Mam mieć 1 księgową, nad którą sprawują pieczę jeszcze 2, a więc nie ma możliwości żebym nie mogła się skontaktować lub załatwić czegokolwiek podczas gdy jedna z nich jest na szkoleniu. Co więcej, Tax Care oferuje usługi związane z zakładaniem firmy ” w cenie”, a więc omija mnie cała bieganina z załatwianiem nip-u, Regonu i staniem w kolejkach w urzędach. Do tego, zakładają firmowe, bezpłatne konto w Getin Noble banku. Rewelacja. Ze spokojnym sumieniem i uśmiechem na twarzy podpisałam umowę i od ręki zdecydowałam się na otwarcie firmy- zależało mi na czasie ponieważ chciałam jak najszybciej„działać”.  Podsumowaliśmy, biorąc pod uwagę sposób rozliczania się, ich usługi miały mnie kosztować 49 zł netto. No żyć, nie umierać.

Czas poznać Księgowego… nr1 w Polsce

Już kolejnego dnia, uzyskałam telefon od pani K., kiedy to poinformowała mnie, że na regon będę czekać jakieś 3 tygodnie, potem dopiero na otwarcie konta i resztę formalności… Chwila zastanowienia… Ale ja jakoś nie przypominam sobie żebym czekała na to tyle czasu. W każdym razie uznałam, że wiedzą co robią i może coś się zmieniło od tamtego czasu. Minął tydzień. Zero telefonu, odzewu. Ponieważ podkreślałam fakt, że zależy mi na czasie, uznałam że dla pewności sama podjadę do GUSu i sprawdzę jak się mają sprawy z regonem. Okazało się, że Regon już dawno został odebrany przez przedstawiciela….. Tax Care… Hmm. Telefon do pani Karoliny, chwila konsternacji i słyszę w słuchawce „Aaa właśnie bo mieliśmy dla Pani niespodziankę! Regon odebraliśmy właśnie dzisiaj!”. Po wizycie w biurze, dziwnymi uśmiechami wyraźnie znudzonych pań w recepcji zaczynałam mieć coraz większe podejrzenia co do tego, czy to aby na pewno była dobra decyzja… Ale uznałam, że być może przesadzam i poczekam na dalszy przebieg sytuacji… Nie musiałam czekać długo, chwilę później przedstawiono mi moją księgową. Dziewczyna na oko 22 lata, świeżo po studiach lub w ich trakcie, sprawiała wrażenie nieco przestraszonej faktem, że musi odpowiadać na jakiekolwiek pytania. W rezultacie, jedyną odpowiedzią jaką uzyskiwałam na najprostsze z nich było „to ja zapytam, dowiem się  i wyślę Pani maila”.  W odpowiedzi, uzyskiwałam linki do artykułów w internecie lub odpowiedzi kompletnie nie na temat. Zaczęłam się zastanawiać czy wyglądam na osobę, która nie umie sama wpisać hasła w Google? Ale to był dopiero początek…

„..Pani Doradczyni już u nas nie pracuje…”

Wkrótce potem gdy już zaczęłam działać z moją firmą, chciałam się skontaktować z moją „doradczynią klienta”, okazało się to niemożliwe. Ani telefonicznie, ani mailowo. Po tygodniu postanowiłam udać się do placówki, w której podpisywałam umowę. Co się okazało? „Pani Karolina już w firmie nie pracuje. Już mocno zdenerwowana, zostałam zaprowadzona do nowego doradcy, który na spotkaniu pojawił się wraz ze swoim przełożonym. Panowie dość rozluźnieni zaczęli wypytywać o szczegóły związane z moją firmą, chcąc się o niej czegokolwiek dowiedzieć… Bo okazuje się, że poprzednia korespondencja odeszła w zapomnienie razem z Panią K. Bardzo to interesujące, zawsze wydawało mi się, że firmowa poczta jest właśnie po to, aby ktoś o szczebel wyżej miał do niej wgląd, oraz przede wszystkim żeby w wypadku odejścia z firmy, ktoś mógł szybko przejąć obowiązki danej osoby bez tracenia czasu na opowiadanie sobie wszystkiego od nowa. Jest to jeden z argumentów dla których chciałam współpracować z większą firmą, a nie prywatną księgową… Po długiej rozmowie będącej rozwlekłą opowieścią a propos szczegółów mojej działalności, na moje pretensje usłyszałam jedynie „mamy dużo klientów”… Tydzień później, dostałam maila z informacją, że nieporadna Pani księgowa już w firmie nie pracuje, oraz przekazano mi dane do nowej. Oczywiście, musiałam powtórzyć historię związaną z profilem firmy. Zaczęłam się zastanawiać po co właściwie mi doradca, skoro nawet nie pośredniczy między mną a księgową? A właściwie z trzema księgowymi, z których żadna nic nie wie. Czyżbym miała do czynienia jedną z organizacji, która kładzie nacisk na frekwencję za wszelką cenę, pozyskanie klienta, który robi im statystyki?

Strata czasu

Ponieważ zwyczajnie nie miałam czasu na szukanie nowej księgowej, uznałam że poczekam jeszcze kilka miesięcy- i był to jeden z największych błędów jakie mogłam popełnić. Gdy miesiąc po podpisaniu pełnomocnictwa i rozmowach na temat wybranej przeze mnie formy działalności, oraz zarejestrowania na VAT, wysłałam księgowej wystawione przeze mnie faktury, dostałam pięknego maila o treści: „ A od kiedy niby jest Pani vatowcem?”. I już rano nie potrzebowałam kawy… Po telefonie do firmy usłyszałam dodatkowo „ a czy sama Pani nie może jechać do urzędu i wypełnić tych papierów?”… Potem pisanie wyjaśnień, tłumaczenie klientom dlaczego muszę ponownie wystawić faktury z inną datą, a co za tym idzie- dłuższy okres płatności. Chyba nie muszę wspominać co oznacza spóźniona zapłata na początku prowadzenia firmy.

Co więcej, jeśli chodzi o same faktury- już na samym początku ich wzór został ustalony z księgową, a więc sama wystawiałam je klientom za określone usługi. W końcu, trafiło na dużego klienta i kwotę rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych… I co? Księgowa korporacji odrzuciła fakturę, mówiąc że złożony dokument faktura nie jest ponieważ brakuje mu kilku podstawowych punktów, takich jak wpisanie kwoty słownie, a także właściwe nazwanie „nabywcy”, „sprzedawcy”, etc… Co to oznacza? W praktyce, może to spowodować spore problemy podczas kontroli Urzędu skarbowego i perspektywa korekty wszystkich wystawionych do tej pory faktur… Pięknie. Pomyślałam z drugiej strony, że przecież ponoszą odpowiedzialność za to, co robią i w razie czego to Tax Care będzie miało problemy… Otóż nie. Firma nie ponosi zupełnie żadnej odpowiedzialności za właściwe prowadzenie księgowości i w razie problemów to ja ponoszę wszelkie konsekwencje finansowe i prawne.

Jakby tego było mało, kilka dni później, gdy po usilnych błaganiach o otrzymanie karty do firmowego konta, chciałam zrobić przelew lub wypłacić pieniądze w dzień wypłat dla pracowników, uzyskałam odmowę w jeden i drugi sposób, miarka się przebrała. Narażona na straty z powodu niemożności zakupu narzędzi pracy dla ludzi, zaczęłam wydzwaniać do księgowej, doradcy, siedziby głównej. Efekt? Mój doradca zaczyna pracę od 11- stej, a cała reszta nie wie nic na temat bankowości i nie może pomóc. Przy okazji, okazało się, że aby wypłacić gotówkę z placówki banku należy udać się najpierw do placówki Noble banku po dokument do wypełnienia, który następnie należy złożyć w Getin banku.

Wygląda na to, że w firmie Tax Care dzień bez przygód jest dniem straconym, a osoba prowadząca firmę zamiast być zwolniona z obowiązku zamartwiania o podatki i inne kwestie księgowe, jest zmuszona trzymać rękę na pulsie, sama pytać o wysokość podatków, sama przypominać księgowej o płatnościach i dodatkowo borykać się z wadliwym systemem bankowości internetowej. Co więcej, problem pojawia się gdy przychodzi do płatności. Bo mimo że początkowo kwota za usługę wynosiła 49 zł, dotyczyła ona działalności niezarejestrowanej na Vat. Ja w ramach niespodzianki, już w drugim miesiącu otrzymałam fakturę na 189 zł. Z drugiej strony, to dobry biznes- edukować księgową i jeszcze jej za to płacić…

Nie masz kompetencji? Szukasz pracy na studiach? Zostań pracownikiem Tax Care.

Wygląda na to, że sama mam księgowej kompetencje i w zasadzie mogłabym pracować zarówno jako doradca biznesowy klienta, jak i księgowa. Skąd wiem? Wystarczy zadzwonić lub napisać do firmy, przejść rekrutację i kilka miesięcy szkolenia- nauka obsługi klienta, umiejętności sprzedażowych, plus krótkie szkolenie produktowe. Potem tylko wielka improwizacja. Mam nieodparte wrażenie, że skądś znam ten model… Doradztwa finansowe oparte na MLM ?

Tax Care? Nie dziękuje!!! (Za dużo „tax”, minimu „care”)

Chyba rotacja pracowników i generalny bałagan w każdym sektorze działalności mówi sam za siebie. Szkoda tylko, że przy tym wszystkim dający się nabrać na sztuczki sprzedażowe przedsiębiorcy narażeni są na straty finansowe i czasowe. Okazuje się, że tradycyjna starsza Pani z doświadczeniem dużo lepiej zajmie się naszymi finansami… Po całej przygodzie z Tax Care, trzymam kciuki- oby mniej takich „nowoczesnych” organizacji nastawionych na ilość, nie jakość.

Niestety, w momencie podjęcia decyzji o rezygnacji również pojawiają się schodki. Okazuje się problemem dotarcie do obecnego głównego managera placówki- bo oczywiście po osobie, która zajmowała to stanowisko jeszcze kilka miesięcy temu,  słuch dawno zaginął, oraz jak zwykle problemem okazuje się umówienie na spotkanie. Wiem jedno- choćby nie wiem ile czasu miał trwać okres wypowiedzenia- zdecydowana jestem z firmy zrezygnować. I nie życzę nikomu tylu dodatkowych nerwów, jako gratis do stresu związanego z zakładaniem firmy. Wniosek? Nie oceniajmy książki po okładce.

Klientka firmy.

——

A wy macie jakieś własne doświadczenia z księgowymi? Sami, jako firma korzystamy z usług tzw. pani Basi z  niewielkiej firmy ksiegowo-finansowej z której dotychczas, jesteśmy bardzo zadowoleni. Może wystrój nie ten sam, a i pani Basia z gorszą aparycją, ale jak się okazuje.. nie zawsze to jest najważniejsze.

Czekamy na wasze opinie, oraz ustosunkowanie się samego Tax Care (jak tylko ktoś z centrum prasowego dokopie się do formularzy dla klienta (a tu już sami sobie winni.